Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Zapiekane ciasto naleśnikowe z bananem i borówkami





Podejrzewam, że każda...absolutnie każda mama w tym kraju doskonale zna smak poranków spędzonych nad patelnią pełną naleśników smażonych dla swoich pociech...To takie chwile, w których już samym zapachem można się najeść gdy smaży się już czterdziestego siódmego naleśnika...;-) Nie zawsze mamy do dyspozycji dużo czasu...i wtedy z pomocą przychodzi pomysł na upieczenie naleśnikowego ciasta. Banalne w swojej prostocie i jakże mało pracochłonne.
Zastrzegam, iż pewnie nie każdy maluch da się przekonać do nowej formy podania naleśników ale warto spróbować ;-)

Składniki :

* przygotujcie wasze ulubione ciasto naleśnikowe - spora porcja
* 2 banany
* borówki
* 2 łyżki roztopionego masła

* średnia, prostokątna lub kwadratowa blaszka do pieczenia 
* papier do pieczenia

Przygotowanie :

  1. Przygotujcie wasze ulubione ciasto na naleśniki - sporą porcję by wystarczyło na zalanie blaszki do zapiekania.
  2. Rozgrzejcie piekarnik do 200-220°C, wyłóżcie blaszkę papierem do pieczenia i nasmarujcie roztopionym masłem.
  3. Wylejcie ciasto na blaszkę - nie powinno być grubsze niż 1,5-2 cm.
  4. Poukładajcie równomiernie w masie połowę plasterków banana i połowę borówek.
  5. Pieczcie około 9-10 minut, po czym dodajcie kolejną porcję owoców i pieczcie jeszcze przez 15 minut.
  6. Gdy ciasto będzie jasne po 15 minutach to ustawcie pieczenie od góry jeszcze na jakieś 2 minutki i obserwujcie by się zrumieniło.
  7. Po ostudzeniu ciasta wystarczy pokroić na kawałki i zajadać !

Smacznego !











wtorek, 11 kwietnia 2017

Kokosowe gniazda wielkanocne







Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami a doba jakoś tak wciąż za krótka by kombinować z nowymi przepisami...I jak zwykle obiecam sobie, że za rok będzie inaczej ;-)
Skupię się zapewne tym razem znowu na moich ukochanych mazurkach i z radością będę delektować się potrawami przygotowanymi przez mamę ale udało mi się jednak zrobić dla Was coś nowego, co uraduje wszystkie dzieciaki lubiące kokosowe desery.
Deser ten jest bardzo prosty i idealny wręcz do wspólnego przedświątecznego pichcenia. I choć zdaję sobie sprawę, że nie jest to żaden wyjątkowo wykwintny deser...a wręcz banalny to jednak uznałam, że w prostocie siła i warto się nim z Wami podzielić. Zobaczcie sami !

Jedyne czego potrzebujecie to metalowa foremka na babeczki ( taka z wgłębieniami), ewentualnie papierowe sztywne foremki na muffiny...masę trzeba ugniatać i cienkie papierowe papilotki do muffinek nie będą niestety odpowiednie.


Składniki : (na około 20 gniazdek )
  • 4 białka
  • 1 łyżka cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 400 g wiórków kokosowych
  • krem czekoladowy typu Nutella lub roztopiona biała czekolada
  • czekoladowe jajeczka

Przygotowanie :

  1. Rozgrzewamy na początek piekarnik do 160°C.
  2. Zagłębienia w foremce na babeczki smarujemy masłem.
  3. W misce mieszamy ze sobą białka,sól i cukier. Następnie dodajemy wiórki kokosowe i mieszamy dokładnie.
  4. Do każdego zagłębienia/foremki nakładamy około 2 łyżki kokosowej masy i ugniatamy kciukiem albo korkiem od wina. Polecam zaokrąglony korek od wina musującego ;-)
  5. Pieczemy około 25 minut aż brzegi gniazd będą złociste i podpieczone lekko.
  6. Studzimy gniazda po upieczeniu, po czym smarujemy je kremem czekoladowym bądź roztopioną w kąpieli wodnej białą czekoladą. Na wierzchu układamy kolorowe jajeczka czekoladowe.

Gniazda przechowujcie w zamykanym pudełku żeby nie wyschły za bardzo i nie stwardniały.

Smacznego !















czwartek, 23 marca 2017

Tort pomarańczowo-migdałowy







Marzec to w mojej rodzinie miesiąc obfitujący w urodziny pięknych kobiet...obchodzi je moja Mama, Ciocia, Bratowa i najważniejsza głowa rodziny...Babcia :-) W tym roku urodziny Babci obchodziliśmy uroczyście w sporym gronie i okoliczność ta w szczególności prosiła się o coś wyjątkowego. 
Moja Babcia od zawsze była i wciąż jest królową tortów...nikt w naszej rodzinie tortów nie robi...bo nie ma nawet sensu konkurować z tortami Krysi...każdy inny przy nich blednie. Każdy członek rodziny ma swój ulubiony babciny tort...i Babcia zawsze wie, kto jaki lubi i jaki komu przygotować by sprawić przyjemność. Torty są pyszne i piękne...a co najważniejsze przygotowane z ogromnym sercem i miłością, co czyni je absolutnie wyjątkowymi. Ja nawet na swoim ślubie obok kupnego tortu miałam mój ukochany babciny tort rafaello przystrojony przez Babcię kwiatami. 

Pędzimy wszyscy co dnia... coraz szybciej.. .coraz mniej czasu poświęcając najbliższym...Często idziemy na łatwiznę w prezentach i przygotowaniach bo najzwyczajniej nie mamy czasu, głowy albo siły. W tym pośpiechu zapominamy o tym co i kto jest dla nas ważny...A czasem trzeba się na moment zatrzymać by poświęcić czas na to, co naprawdę istotne. Czasem trzeba rzucić wszystko by pojechać w nocy do przyjaciółki gdy nas potrzebuje...Nigdy bowiem nie wiemy co nas czeka jutro. I warto pamiętać o najbliższych, szczególnie o naszych babciach i dziadkach.

Stąd w tym roku postanowiłam, że to ja pierwszy raz przygotuję tort dla Babci...i z duszą na ramieniu (bo przecież nigdy nie będzie tak dobry jak Babci) i nieocenionym wsparciem przyjaciółki (która przyjechała 200 km w środku nocy z nożem do biszkoptów) podjęłam tortowe wyzwanie.
Efekt okazał się być całkiem niezły, wszyscy zgodnie stwierdzili, że pyszny a Babcia śniła o nim jeszcze następnej nocy. Ufff...udało się ! I choć daleko mi do mojej cudownej Babci w tortowych osiągnięciach...to pierwsze koty za płoty ;-) 

Łapcie więc przepis i pieczcie śmiało !

Składniki na ciasto : ( na 1 biszkopt ok 23 cm )

  • 4 łyżki masła (55 g)
  • 150 g drobnego cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki suszonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • skórka z 1 pomarańczy
  • 2 jajka
  • 120 g mąki
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 35 g maki migdałowej lub drobno zmielonych migdałów
  • 1/2 szklanki mleka 


Składniki na krem :

 ( proporcje  i ilość według uznania i potrzeb oraz ilości warstw tortu
 - masa musi być kremowa i niezbyt rzadka )

  •  miękkie masło
  • serek mascarpone
  • cukier puder
  • szczypta soli
  • mleko lub śmietanka - kilka łyżek
  • 1 łyżeczka syropu klonowego - nie jest on konieczny


Dodatkowo :

  • owoce do przybrania tortu
  • dżemy do przełożenia biszkoptów - polecam pomarańczowy i morelowy
  • sok do nasączania biszkoptu - ja użyłam marakujowego, może być pomarańczowy

Przygotowanie biszkoptu :

  1. Nagrzewamy piekarnik do 180 C i przygotowujemy jedną lub dwie blaszki w zależności od tego ile warstw tortu chcemy uzyskać. Uwaga ! Biszkopt można upiec trochę wyższy w odrobinę mniejszej blaszce i go po upieczeniu przekroić na dwa. Ja upiekłam trzy oddzielne biszkopty i uzyskałam z nich wysoki tort. Blaszki smarujemy masłem i posypujemy mąką.
  2. W mikserze lub misce umieszczamy masło, cukier, przyprawy i skórkę pomarańczową i miksujemy na wysokich obrotach do otrzymania w miarę gładkiej masy.
  3. Dodajemy jajka i dalej miksujemy - zgarniając masę ze ścianek misy od czasu do czasu.
  4. Wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia, sól i mąkę migdałową i delikatnie mieszamy.
  5. Dodajemy mleko i miksujemy wszystko ze sobą do uzyskania gładkiej, jednolitej masy.
  6. Masę wlewamy do blaszek i pieczemy przez około 15-20 minut, w zależności od piekarnika i rozmiaru blaszki, sprawdzając patyczkiem kiedy ciasto przestanie przywierać do patyczka.  
  7. Po wyjęciu odstawiamy do ostudzenia i w międzyczasie przygotowujemy krem.

Przygotowanie kremu :

  1. Ubijamy masło z serkiem mascarpone na wysokich obrotach aż masa będzie gładka. Nie stresujcie się jeśli po drodze masa będzie cała z grudek i będzie wydawać się jakby lekko sypka.
  2. Stopniowo po trochu dodajemy cukier puder, w zależności od tego jak słodki chcecie mieć krem.
  3. Dodajemy też syrop klonowy i odrobinę mleka i ubijamy na wysokich obrotach przez około 3 minuty.
  4. Jeśli krem jest za mało słodki dodajemy jeszcze cukier puder, jeśli zaś za gęsty to dodajemy mleko.
  5. Masa powinna być na tyle gęsta by nie spadała z tortu, jednocześnie pozwalając łatwo się na nim rozsmarować.


Jak biszkopty i krem są gotowe to zaczynamy budować nasz tort. Proponuję nasączyć każdy biszkopt trochę sokiem owocowym by był bardziej wilgotny. Jeśli robimy dwie warstwy to pierwszą smarujemy kremem robiąc tylko obrzeże dookoła a w środku umieszczamy dżem. Na warstwę dżemu nakładamy ostrożnie warstwę kremu i przykrywamy kolejnym biszkoptem. Jeśli robicie trzy warstwy to powtarzamy tę czynność jeszcze raz - tym razem może być dżemem o innym smaku.
Na koniec po wierzchu smarujemy nasz tort kremem i rozsmarowujemy go po bokach.
Na krem układamy dowolne owoce lub kwiaty.

Powodzenia i smacznego !



















czwartek, 19 stycznia 2017

Lemon curd czyli krem cytrynowy








Po Nowym Roku zaczął się na dobre sezon cytrusowy. Pomarańcze w tym okresie zaczynają bajecznie nabierać słodyczy a odmiany czerwone z każdym dniem nabierają kolorów…najpierw z soczyście pomarańczowych nieśmiało nabierają pąsów by wreszcie objawić nam się soczyście czerwonym miąższem. I choć to właśnie pomarańcze są na ogół bohaterami cytrusowych opowieści to absolutnie na należy zapominać o cytrynach !
Cytryny w tym okresie są pachnące, aromatyczne i cudownie soczyste. I warto właśnie teraz pomyśleć o tym jak zrobić z nich gwiazdy naszej kuchni ;-)

Ja od momentu, w którym w zeszłym roku miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w warsztatach fotografii kulinarnej na farmie cytrusów na Sycylii zupełnie inaczej na nie patrzę. Spacerując po pięknych sadach, gdzie pomarańcze, mandarynki i cytryny są na wyciągnięcie dłoni…a cytrusowy zapach unosi się w powietrzu…doceniłam jakby bardziej naturę, która karmi nas swoimi owocami. Jednocześnie natychmiast nachodziła mnie refleksja o tym, że o tyle o ile lokalne nam klimatycznie warzywa jestem w stanie choć w jakiejś części wyszukiwać ze sprawdzonych źródeł to cytrusy pochodzą z tak odległych mi terenów, że kompletnie nie wiem co kupuję i co jem. 
Dzięki warsztatom trafiłam na cudną ekologiczną plantację, na której na własne oczy widziałam jak uprawiane są cytrusy.
I to była miłość od pierwszego smaku…pierwszej opowieści właściciela o tym jak zdecydował, że plantacja będzie ekologiczna. Więcej o mojej wyprawie i wrażeniach z plantacji możecie poczytać TUTAJ.

Od tamtej wizyty staram się w sezonie zimowym cytrusy zamawiać właśnie z Sycylii - dzięki Incampagna.pl jest to bardzo proste i sprawne…a najważniejsze jest to, że wiem co kupuję i co podaję na talerzu mojemu smykowi. 
Polecam wszystkim, promuję i reklamuję bo to wspaniałe miejsce, cudowni ludzie i cudowna inicjatywa zaradnej Polki, która napędza swoją energią super przedsięwzięcie.

No dobrze…rozpisałam się trochę tym razem niekulinarnie…z przyjemnością wracając myślami do zeszłej zimy, gdy podziwiałam cudną Sycylię na którą mam nadzieję jeszcze wrócić.
Ale cytrusowe wspomnienia i opowieści obowiązkowo opatrzyć trzeba jakimś pysznie cytrusowym przepisem. 

Dziś z cytrynami w roli głównej :-)

Jakiś czas temu na warsztatach kuchni włoskiej przygotowywałam tradycyjny krem cytrynowy - tzw. lemon curd.
Używałam go wtedy do przekładania boskiego włoskiego drożdżowego ciasta panettone…Był prosty w przygotowaniu i pyszny. Zatęskniłam za nim ostatnio więc postanowiłam przygotować go ponownie i spisać dla Was przepis.

Krem ten doskonale nadaje się właśnie do drożdżowych ciast, do babeczek i przeróżnych deserów. Doskonale nada się jako krem do tarty czy też jako dodatek do lodów. Zastosowań może być wiele…może Wy macie jakieś ciekawe pomysły na jego wykorzystanie ? Jeśli tak to zostawcie proszę swoje pomysły w komentarzu, chętnie je poznam.

A teraz czas na przepis :-)

Składniki : ( na około 2 szklanki kremu )

  • 7-8 żółtek
  • 270 g cukru
  • 120-130 ml soku z cytryny (z około 4 dużych cytryn)
  • szczypta soli
  • 1 czubata łyżka skórki otartej z cytryny
  • 120 g schłodzonego masła pokrojonego w kawałki  

Przygotowanie :

Lemon curd należy przygotowywać korzystając z systemu kapieli wodnej. Jeśli nie posiadacie specjalnej miski ani specjalnego podwójnego garnka do kąpieli wodnej…to i tak z powodzeniem możecie przygotować ten pyszny krem.
Ja robiąc go nie dysponowałam ani miską ani specjalnym garnkiem…wystarczyło tylko pogrzebać trochę w szafce z garnkami by znaleźć dwa garnki - jeden większy i jeden mniejszy- tak dopasowane rozmiarem by móc jeden wstawić w drugi i mieć kilka centymetrów przestrzeni na wlanie wody, która parując ma ogrzewać górny garnek.

  1. Na dno większego garnka wlewamy ok 2 cm wody i doprowadzamy do wrzenia na średnim ogniu.
  2. W międzyczasie w mniejszym garnku mieszamy ze sobą energicznie żółtka z cukrem, aż otrzymamy jednolitą masę.
  3. Do otrzymanej masy dodajemy sok z cytryn oraz szczyptę soli i mieszamy aż masa będzie gładka.
  4. Gdy w dużym garnku woda zacznie wrzeć to zmniejszamy ogień na mały i ustawiamy (właściwie jakby zawieszamy) mniejszy garnek wewnątrz dużego- tak by opierał się uchwytami na krawędziach większego garnka zostawiając nam kilka centymetrów przestrzeni z wodą między garnkami. Pamiętajcie, że woda nie może dotykać mniejszego garnka !
  5. Mieszamy nasz gotujący się na parze krem co chwilkę przez około 20-30 minut aż do momentu redukcji kremu i osiągnięcia kremowo żółtego koloru i gęstości takiej, że krem zostanie na drewnianej łyżce ale będzie wciąż płynny.
  6. Zdejmujemy nasz krem z gazu i dodajemy otartą skórkę oraz masło po kawałku cały czas mieszając.
  7. Pozwólmy kremowi ostygnąć po czym przykryjmy go i wstawmy do lodówki.

Lemon curd można przechowywać w lodówce przez 2 tygodnie także nawet jak nie wykorzystacie kremu na jeden deser to spokojnie przez 2 tygodnie wymyślicie dla niego jeszcze jakieś zastosowanie ;-)

Ja do towarzystwa kremowi zrobiłam małe cytrynowe beziki z sokiem z cytryny i żółtym barwnikiem spożywczym by nacieszyły oko.

Smacznego !





wtorek, 13 grudnia 2016

Ciasteczka Świąteczne


Kochani !

Święta Bożego Narodzenia za pasem. Coraz częściej prosicie mnie o przypomnienie ciasteczkowych przepisów więc postanowiłam zebrać wszystkie świąteczne ciasteczka w jednym poście, żebyście z łatwością mogli je odnaleźć i zdecydować co w tym roku upieczecie ;-) Mnie już całkowicie ogarnął świąteczny nastrój, domek mam już przystrojony, z głośników brzmią świąteczne melodie a w kuchni unosi się zapach ciasteczek. Święta już tuż tuż !

Każde z tych ciasteczek są pyszne...ja co roku przygotowuję właściwie wszystkie. W tym roku zabrałam się wcześniej za cantuccini...co było strategicznym błędem...bo jest duża szansa, że do Świąt niewiele dotrwa ;-) Mój osobisty Łakomczuch Filip co chwilę podbiera po jednym ciasteczku...kolejne wkłada do pudełka śniadaniowego do szkoły więc czarno widzę przyszłość owych ciasteczek. 

W tym roku postanowiłam kruche ciastka również popiec wcześniej by przed samymi Świętami już tylko ( albo aż !!!!) lukrować i dekorować, by tym razem nie podpierać się nosem i nie ślęczeć do 2 w nocy ;-) Polecam i Wam takie rozwiązanie ;-)

No dobrze, do rzeczy. Poniżej znajdziecie zdjęcia, pod którymi będą linki do poszczególnych przepisów.
Jak tylko skorzystacie z przepisów to poświęćcie proszę minutkę na to, by zostawić komentarz tutaj albo na FB. Z przyjemnością dowiem się czy przydają się Wam moje przepisy. Na wszelki wypadek, gdybyście tu więcej nie zaglądali do Świąt...życzę Wam ciepłych i rodzinnych Świąt pełnych pyszności !

Kasia



PRZEPIS -------->  Ciasteczka kruche




PRZEPIS ------> Ciasteczka kakaowe



PRZEPIS ------> Cantuccini




PRZEPIS ------> Słodkie choinki















poniedziałek, 14 listopada 2016

Dyniowe bułeczki drożdżowe







Każdego jesiennego sezonu szukam kolejnych dyniowych pyszności. Rozkochałam się już na dobre w dyniowo-kokosowych placuszkach ( przepis KLIK )  czy też korzennych naleśnikach ( przepis TUTAJ ) a w tym roku do grona ulubionych dyniowych przepisów dołączyły przepyszne i proste drożdżowe bułeczki dyniowe.
Robi się je bardzo łatwo, potrzebują tylko trochę czasu by mogły spokojnie wyrosnąć. Wspaniałe w nich jest to, że przez kilka dni są pyszne i dość wilgotne. Doskonale smakują z samym masłem ale jak posmarujecie je ulubioną konfiturą to macie szansę poczuć kulinarny błogostan ;-)

Składniki :
  •  650g mąki pszennej ( ja używam orkiszowej )
  • 400g puree z pieczonej dyni - przepis znajdziecie też na moim blogu
  • 60g rozpuszczonego masła
  • 10g suchych drożdży (to jest 1,5 małej torebki )
  • 150ml ciepłego mleka
  • 100g cukru
  • szczypta soli
  • olejek waniliowy albo cukier waniliowy
  • 1 jajko do posmarowania bułeczek
  • do posypania : pestki dyni, migdały albo nasiona chia

Przygotowanie :

  1.  Do miski albo Thermomixa wkładamy wszystkie mokre składniki a następnie suche i wyrabiamy elastyczne ciasto.
  2. Zostawiamy je do wyrośnięcia na około 60-120 minut przykryte ściereczką.
  3. Formujemy około 20 małych kulek i układamy je na blaszce, na papierze do pieczenia w odstępach około 2 cm.
  4. Przykrywamy ponownie ściereczką i zostawiamy jeszcze na 60 minut do wyrośnięcia.
  5. Nagrzewamy piekarnik do 180 C.
  6. Gdy bułeczki już wyrosną, smarujemy je pędzlem maczanym w mleku z jajkiem i posypujemy pestkami dyni, migdałami czy też nasionami chia.
  7. Pieczemy przez około 20-25 minut.
A potem już tylko zajadamy same...z masłem albo ulubioną konfiturą. Ja oszalałam na punkcie bułeczek dyniowych posmarowanych konfiturą różaną ! 

Uprzedzam...te bułeczki uzależniają, więc proponuję zaopatrzyć zamrażarkę w kilka porcji puree z  pieczonej dyni.

Smacznego !








poniedziałek, 17 października 2016

Placuszki dyniowe





Sezon na dynię już w pełni więc zachęcam Was dzisiaj do przygotowania tych placuszków. Pisałam już o nich, ale po pierwsze warto je przypomnieć a ponadto dopiero teraz doczekały się one godnych zdjęć ;-) Placuszki są pyszne z syropem z agawy i owocami, ale doskonale będą się komponować na przykład z Nutellą i orzechami. Dzieciakom bardzo smakują więc warto przemycić im w tej postaci trochę dyni ;-)
Jak nie lubicie kokosa to pomińcie ten składnik i dodajcie więcej mąki.

By przygotować te placki będziecie potrzebować puree z pieczonej dyni, które możecie sobie przygotować wcześniej. Ale nic też nie stoi na przeszkodzie byście przygotowali to tego samego wieczoru.

Składniki :

1/4 filiżanki zmielonych wiórków kokosowych ( możecie też dać niemielone )
5 łyżek mąki
4 jajka
1/4 filiżanki puree z dyni
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka olejku waniliowego
1 łyżka miodu
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka cukru waniliowego

Przygotowanie :

  1. Mieszamy mąkę, wiórki kokosowe i jajka w misce.
  2. Dodajemy pozostałe składniki, dokładnie mieszamy i odstawiamy na 5 minut.
  3. Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy lub masło.
  4. Wlewamy ciasto na patelnię tworząc niewielkie placuszki.
  5. Smażymy odwracając około 2 minut - aż zrobią się złociste. 

Smacznego !







czwartek, 13 października 2016

Deser z Oreo i mascarpone





Duuużo się u mnie bardzo dzieje ostatnimi czasy, stąd moja aktywność na blogu ucichła trochę. Ogrom zawodowych obowiązków sprawia, iż nie starcza mi już czasu na pasje.  Jednak pozostaję w nadziei, że niebawem uspokoi się trochę to moje zwariowane życie i częściej będę mogła tu zaglądać i dzielić się z Wami pomysłami i trochę Was zainspirować. 

Ostatnio stanęłam przed wyzwaniem poprowadzenia warsztatów kulinarnych dla dzieci. I muszę Wam powiedzieć, że jest to nie lada wyzwanie opanować taką dużą grupę łasuchów. Niektórzy wręcz twierdzą, że to najlepsza lekcja zarządzania ludźmi ;-) I chyba jest w tym dużo prawdy :-) 
Kolejne zajęcia przede mną a tymczasem chciałabym pokazać Wam co przygotowałam z dzieciakami na ostatnich zajęciach. Jest to prosty i szybki deser, który posmakuje każdemu łasuchowi.

Składniki na 4 porcje :

  • 16 ciastek Oreo
  • 1 serek 
  • 100 ml śmietanki kremówki
  • 8 żelkowych robaków
  • 4 łyżeczki cukru pudru
  • opcjonalnie 2 banany 


Przygotowanie :

  1. Ciastka Oreo wrzucamy do miski i dokładnie rozgniatamy tłuczkiem do ziemniaków lub trzonkiem tłuczka do mięsa. Powinniśmy otrzymać "czarny piach".
  2. W dużej misce ubijamy mikserem serek mascarpone ze śmietanką i cukrem pudrem na gładki krem.
  3. W szklanej miseczce lub szklance układamy najpierw warstwę naszego ciasteczkowego piachu, następnie warstwę serka, znowu piachu, serka i na koniec wierzchnią warstwę ciasteczek.
  4. Jeśli chcemy mieć banany w deserze to między warstwami układamy jeszcze plasterki banana. Na koniec wkładamy żelki robaki tak by wystawały z naszej ciasteczkowej ziemi.
Jest to słodki i dość grzeszny deser ale czasami warto kulinarnie pogrzeszyć ;-)

Smacznego !











środa, 15 czerwca 2016

Rose lassi - różany przysmak





Jak pewnie zorientowaliście się po poprzednich wpisach, zwariowałam ostatnio na punkcie dzikiej róży. Ogołociłam z płatków pół miasta, spędziłam wiele godzin obierając każdy płatek z gorzkich końcówek i dziś jestem szczęśliwą posiadaczką kilku przepysznych słoiczków z  konfiturą z róży, indyjskim przysmakiem z płatków Gulkand oraz pyszną różaną nalewką. Miałam jednak oczywiście niedosyt, więc ostatnio przygotowałam sobie jeszcze orzeźwiający koktajl różany na bazie jogurtu. Wyszło pyyyysznie...aż żałowałam, że zrobiłam taką małą porcję ;-) Do tego przysmaku niewiele potrzebujecie, bo wystarczą dwie garstki płatków zerwanych gdzieś na spacerze. Namawiam Was spróbujcie koniecznie !

Składniki na 1 porcję :
  • dwie garstki płatków dzikiej róży
  • jogurt naturalny lub kefir
  • garstka migdałów
  • syrop z agawy lub cukier
  • opcjonalnie kilka pokruszonych pistacji

Najpierw zmiksujcie migdały na drobno a potem dodajcie wszystkie składniki i zmiksujcie ze sobą. Proponuję dosłodzić troszkę i posypać kruszonymi pistacjami to będzie wyjątkowo pysznie !

Smacznego !





środa, 8 czerwca 2016

Placki z kwiatów czarnego bzu











Czerwiec to miesiąc, w którym kwitnie czarny bez. Kwitnie i pachnie...i kusi by nazrywać choć kilka białych kwiatostanów i wyczarować z nich coś pysznego. I co roku obiecuję sobie syrop...albo placuszki...albo jedno i drugie ;-) Aż wreszcie w tym roku udało się ! Nie przegapiłam momentu kwitnienia i z radością czarowałam zauroczona cudnym, słodkim zapachem czarnego bzu.

Na pierwszy ogień poszły kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym z mlekiem kokosowym. Wyszło pięknie i pyyysznie. 











Pamiętajcie wybierając się na zbiory kwiatów czarnego bzu, żeby ostrożnie je zrywać. Ważne jest by uratować jak najwięcej aromatycznego pyłku, który łatwo opada gdy zbyt mocno otrzepujemy kwiaty. Gdy tylko wrócicie do domu, wyłóżcie kwiaty na blacie czy też papierze, tak by umożliwić ewentualnym mieszkańcom ewakuację, gdyż kwiatów nie powinniśmy myć.

Składniki :

* kwiatostany czarnego bzu
* 300 g mąki
* 2 jajka
* 250 ml mleka krowiego
* 150 ml mleka kokosowego (ewentualnie - może być więcej krowiego)  
* 5 łyżeczek syropu z agawy (ewentualnie 4 łyżeczki cukru)
* olej do smażenia - najlepiej rzepakowy 

Jeśli chcecie uzyskać rzadsze ciasto to można dodać jeszcze trochę wody.

Przygotowanie :

Wymieszać ze sobą wszystkie składniki na ciasto naleśnikowe. Kwiatostany moczyć w cieście, odczekując po wyjęciu moment, tak by opadł nam nadmiar ciasta.
Układać na patelni na dobrze rozgrzany tłuszcz i smażyć z dwóch stron.

UWAGA ! Ja kiedyś zostawiłam ogonki dla celów estetycznych ;-) Z ogonkiem trochę trudniej podsmażyć z drugiej strony - ale można ! Polecam  jednak odcinać ogonki tuż po ułożeniu na patelni, tak by swobodnie móc przewrócić kwiat na drugą stronę.

Po usmażeniu układamy placuszki na ręczniku papierowym by odsączyć tłuszcz.

Na koniec proponuję posypać solidnie cukrem pudrem przed podaniem albo serwować je w towarzystwie jakiejś pysznej konfitury :-)

Smacznego !